Kurs FILIP dla wszystkich
Daj się odnaleźć Jezusowi

“Bo my nie możemy nie mówić tego , cośmy widzieli i słyszeli".

Dz 4,20

Na tej stronie znajdziesz świadectwa ludzi, którzy doświadczyli już w swoim życiu miłości Bożej i chcą się tym doświadczeniem z Tobą podzielić.

  1. Monika
  2. Monika DelRio
  3. Agnieszka
  4. Rafał Fijałkowski
  5. Leszek M.
  6. Ania J.
  7. Renata L.
  8. Ania S.
  9. Iwona
  10. Marta B.
  11. Piotr P.
  12. Karina
  13. Beata
  14. Monika Krysiak
  15. Anna
  16. Gosia Piechocińska
  17. Jacek Szulc
  18. Jacek
  19. Julka
  20. Magdalena Dąbrowska
  21. Marcin
  22. Paulina
  23. Przemek Zając
  24. Wojtek Michał Trafidło
  25. Zuzanna Pawlicka

« cofnij

Na ‘Filipa’ jechałam w bardzo pomieszanym stanie ducha, i bez dużego przekonania – chociaż z nadzieją w sercu, ze coś się w końcu wydarzy w moim życiu, na czym będę mogła oprzeć się. Byłam poszargana skomplikowanymi wydarzeniami życiowymi i emocjonalnymi, które doprowadziły mnie do punktu, w którym musiałam poddać się, złożyć broń i przyznać, że sama dalej rady nie dam.
Wcześniej Bóg postawił na mojej drodze przyjaciela, który od lat uczestniczył w Ruchu Odnowy, nigdy jednak z tym mi się nie narzucał. Czasem tylko coś wspomniał o Bogu(-: Jego postawa w życiu była jednak jakaś mocna i ‘niecodzienna’ i to popchnęło mnie do poszukiwań, miedzy innymi do lektury kolejnych w moim życiu książek ‘duchowych’ – tym razem z serii ‘Żyć Dobrą Nowina’ podrzuconych mi kiedyś przez tegoż przyjaciela. Od tego się zaczęło i one doprowadziły mnie faktycznie do decyzji wyjazdu na jakiś kurs, zrobienia czegoś więcej. Na ‘Filipa’ (który był najbliższy terminowo), jechałam już bardzo spragniona Boga, choć z mglistym pojęciem, jak to wszystko będzie wyglądać i co się ma właściwie wydarzyć. Zakładałam nawet możliwość wcześniejszego wyjazdu stamtąd, gdyby to wszystko okazało się strzałem ‘kula w plot’. Miałam jednak wielką nadzieję w sercu. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, ze poprowadzona zostałam do prawdopodobnie najważniejszego punktu zwrotnego w moim życiu.
Od końca szkoły podstawowej ‘rozstałam się’ z Kościołem – był dla mnie zbyt sztywny, a nauki oddalone od życia. Kiepskie raczej miałam mniemanie o katolicyzmie. Jednak zawsze na swój sposób modliłam się, choć nie wiedziałam wcale, do kogo się modle, czułam opiekę, choć nie wiedziałam czyja... Bóg był mglistym pojęciem, tak samo jak los lub wszechświat. Od kiedy pamiętam, poszukiwałam ‘czegoś’, poszukiwałam u innych osób, w innych religiach, filozofiach, w końcu – co ma nie najmniejsze znaczenie – u siebie samej i w świecie zewnętrznym. Obrosłam przez ten czas w całe pokłady pychy i egoizmu – i to przeważnie na drodze społecznie aprobowanej i nawet pochwalanej.
Tylko jakoś nie do końca pełna i szczęśliwa się czułam, zagubiona jednak, mimo pozornego świetnego ‘dawania sobie rady’, moich studiów psychologicznych i przeświadczenia o własnej mądrości i samowystarczalności - pusta. Wciąż czegoś chciałam, próbowałam zrealizować własne szczęście własnymi siłami, dostać to, co wydawało mi się, ze jest ważne – i raz po raz upadałam, coraz to boleśniej, tracąc coraz bardziej nadzieję i orientację. W efekcie raniłam innych, raniłam tez siebie, często udziałem moim była rozpacz. Nie widziałam wyjścia ani żadnej pomocy. Cierpiałam, powodowałam cierpienie i mimo najszczerszych chęci i dobrej woli czynienie dobra, nie potrafiłam tego zmienić. I to poddanie się, to przyznanie, ze ja już sama nie dam rady i nigdzie nie dojdę było Błogosławieństwem, które doprowadziło mnie do Boga. Tak mocno poturbowana zwróciłam się do Pana, po raz pierwszy od wielu, wielu lat.....
To, co przeżyłam na Filipie przeszło moje wszelkie oczekiwania i wyobrażenia. Przyznać muszę, że wymagało to ode mnie przełamania pewnego oporu i dumy, ale to się po prostu d z i a ł o. Oddałam moje życie Panu, w wielkim skruszeniu i wzruszeniu. Zaczęłam przez to widzieć jaśniej cały mój dotychczasowy upadek i błądzenie. Zdecydowałam się zamknąć oczy i skoczyć na głęboką wodę, oddać własną władzę, własne pomysły na życie, w pełni zaufać Panu - nie miałam zresztą innego wyjścia, próbowałam już chyba wszystkiego.... i wszystko mnie zawiodło! Było to głębokie duchowe spotkanie z Bogiem, spotkanie po latach odejścia od Niego, spotkanie, jakiego pragnęłam. Do momentu wyznania, ze Jezus jest moim Panem działałam po ‘ludzku’. Po tym wieczorze, po spowiedzi, po Komunii Świętej (ani jednego ani drugiego nie doświadczyłam od ponad 18 lat...), po modlitwie wstawienniczej cos zmieniło się we mnie – ja już sama tego wszystkiego nie robiłam - byłam prowadzona, byłam szczęśliwa i wdzięczna za to prowadzenie. Coś w moim sercu zmieniło się od tego czasu, coś bardzo wymiernego. Pojawił się spokój, pojawiło się głęboka decyzja zawierzenia Panu we
w s z y s t k i m, pojawiła się łagodność, i ulga w cierpieniu. Nic nie pochodzi od nas, a wszystko jest nam dane.
Oczywiście, droga długa przede mną, muszę czasem walczyć, muszę wciąż od nowa prosić Ducha Świętego o pomoc w słabościach i momentach zwątpienia, oddaję jednak wszystkie sprawy w ręce Pana i proszę o łaskę, aby móc zawsze tak czynić. Nie lękam się, nie jestem już sama, nie ustaję w modlitwie! Odnalazłam Skarb.
Chwała Panu!

Monika DelRio

O kursieO kursie

O nasO nas

ZapisyTerminy i Zapisy

ŚwiadectwaŚwiadectwa

Wasze pytaniaWasze pytania

LinkiLinki

Nasza parafiaNasza Parafia

ZdjęciaZdjęcia

DojazdDojazd

AudioMultimedia