|
Kontakt z nami jest w dziale Zapisy
Kurs Filip prowadzony jest przez Diakonię Ewangelizacyjną wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym przy rzymsko-katolickiej parafii św. Michała Archanioła w Warszawie. Naszym opiekunem jest wikariusz tej parafii ks. Michał Bogdan. Poniżej możesz nas zobaczyć, a po kliknięciu przeczytać świadectwo wybranej osoby.
Czy spotkałeś w swoim życiu Boga? Osobiście, twarzą w twarz? Czy rozmawiałeś z Nim? Czy jadłeś z Nim śniadanie, czy byłeś z Nim w kinie, na spacerze? Czy miałeś kiedyś niezbitą pewność, że jest, że słucha, że rozumie? Czy dotykałeś Jego szat, Jego ran? Czy ocierałeś pot z Jego ciała, a może czułeś, jak On ociera Twój pot i opatruje Twoje rany? Czy stawałeś przed Nim jak przed królem, z wrażenia nie mogąc wykrztusić słowa? Czy może z niedowierzaniem patrzyłeś, jak schyla się i z miłością całuje Twoje stopy? Czy spotkałeś takiego Boga?
A taki Bóg się w Tobie zakochał!
I to jest propozycja dla Ciebie: On sam - Jezus Chrystus!
« cofnij
Ktoś kiedyś powiedział: "Żyć bez Jezusa to straszne piekło, a żyć z Jezusem to prawdziwe szczęście". Wierzysz w to? Bo ja nie wierzyłam ani trochę, choć moje życie faktycznie było piekłem. A zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że tak wcale nie musi być, więcej - że jest inna droga, pełna prawdziwej radości.
Więc jak to wszystko wyglądało jeszcze jakiś czas temu? Niby OK - normalny dom, w szkole nie najgorzej i bliska przyjaciółka, z którą zawsze mogłam pogadać. Teoretycznie powinno być dobrze, ale ja nie chciałam żyć. Od 14-go roku życia bardzo często myślałam o samobójstwie. Nienawidziłam siebie. Miałam całe tony kompleksów, uważałam, że nie potrafię niczego zrobić dobrze i że tak na dobrą sprawę to nikt mnie nie potrzebuje. Z tego z kolei zrodziła się nienawiść do rodziny, do całego świata (i do mężczyzn w szczególności!!) Zamykałam się w sobie coraz bardziej i nie było zbyt wielu ludzi, którzy mieli do mnie dostęp. Patrząc na drugiego człowieka zauważałam w nim tylko zło, każde słowo było według mnie kłamstwem, a każdy uśmiech - udawaniem.
Moją ucieczką od rzeczywistości była muzyka i teksty w rodzaju: jesteś wolna, wszystko zależy od ciebie, świat jest zły, walcz, nie daj się. Uwierzyłam w to. Zaczęłam ubierać się cała na czarno. Pojawił się wtedy także cyniczny stosunek do wszystkiego - przede wszystkim miłości i Kościoła, chociaż Bóg, w pewien sposób, zawsze był obecny w moim życiu. W tym czasie moim celem stało się zdobycie wolności, którą pojmowałam w zupełnie chory sposób. Założyć zespół, wyjechać z Polski, zrobić karierę. Problem w tym, że tak naprawdę moim celem było pokazać wszystkim, że mam ich głęboko. A siebie chyba jeszcze głębiej. Kiedyś przyjrzałam się swoim oczom w lustrze. Były potworne. Pełne smutku, rozpaczy, bólu i chyba przede wszystkim - nienawiści. Po prostu złe.
Na szczęście Ktoś przez cały czas czuwał i postawił na mojej drodze (już w podstawówce!) przyjaciółkę, która w tych najgorszych momentach mogła spokojnie robić za mojego Anioła Stróża. Ona przez pół roku namawiała mnie na Kurs "Filip". W końcu zgodziłam się pojechać i właśnie tam po raz pierwszy doświadczyłam wręcz namacalnie Miłości Boga, który zawsze wydawał mi się taki odległy.
Od tego czasu minęły już 3 lata. Wtedy jeszcze nie wierzyłam, że otrzymam naprawdę NOWE ŻYCIE. A jednak - wszystko się zmieniło. Jasne, że nadal są trudne chwile, kiedy wydaje mi się, że sobie nie poradzę. Ale już nie ma myśli o samobójstwie. Jest Jezus Chrystus. Widzę Jego działanie w moim życiu (czasami aż nieprawdopodobne!), widzę Jego wsparcie we wszystkim, co robię - na uczelni, w domu, w relacjach z ludźmi. Żeby tego doświadczyć wystarczy powiedzieć Mu "tak" i choć trochę się otworzyć, a On wtedy czyni prawdziwe cuda! To, co uczynił ze mną można chyba do tych cudów spokojnie zaliczyć. To właśnie On uczy mnie wychodzić do ludzi, pokazuje, że wcale nie są tacy źli, dzięki Niemu mam teraz wielu dobrych znajomych i kilku naprawdę wspaniałych przyjaciół. Wiele zmieniło się także w mojej rodzinie. Kiedyś praktycznie ze sobą nie rozmawialiśmy - teraz do naszego domu wkradła się miłość i stawia wszystko we właściwym porządku - powoli, ale skutecznie! Chyba szczególnie daje się to zauważyć podczas Świąt Bożego Narodzenia - kiedyś były katorgą - teraz już kolejną Wigilię przeżyliśmy we wspaniałej atmosferze, bez telewizora. Jego obecność nie była już tak niezbędna jak dawniej.
Chrystus zmienił mnie także z wyglądu - już nie potrzebuję manifestować swojego buntu przez czarne T-shirty i glany. Wiele osób mówi mi, że inny jest nawet wyraz mojej twarzy. Kiedy człowiek poczuje ogrom Bożej Miłości, kiedy zostanie w niej wręcz zanurzony, kiedy zrozumie jak bardzo jest kochany, nie przez byle kogo, ale przez Wszechmogącego Boga - wtedy zaczyna w nim ginąć brak akceptacji samego siebie, nieufność. Tak właśnie dzieje się ze mną. Jezus uzdrawia mnie, jednak nie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale delikatnie i powoli. Jest naprawdę najlepszym lekarzem, lepszym od wszystkich psychologów razem wziętych.
Jezus dał mi też zupełnie nowe spojrzenie na Kościół. Wreszcie uświadomiłam sobie jak wielkim darem jest spowiedź czy Eucharystia. Poznałam też wielu wspaniałych księży - radosnych i bardzo mądrych ludzi, po których widać, że są prawdziwymi "żołnierzami Chrystusa".
Jezus zmartwychwstał, pokonał śmierć, nie ma nikogo potężniejszego od Niego, On naprawdę potrafi zmienić życie, tak jak to uczynił z moim. I tu nie chodzi o to, że teraz wszystko idzie tak łatwo, że On wszystko za mnie załatwi. Tak nie jest. Droga z Chrystusem wygląda trochę jak szlak w Tatrach - wąska, kamienista i oczywiście idzie się ciężko, bo w końcu pod górę. Ale mam takiego Przewodnika, że nie zamieniłabym jej na żadną inną!!
CHWAŁA PANU!!
W stół uderzyłem krzycząc: Dosyć!
Chcę w świat szeroki
Cóż? Czy mam wzdychać, cierpieć stale?
Toć jestem wolny, wolny jak obłoki
Mógłby mnie wiatr po świecie nosić
Czyż wiecznie mam być sługą?
[...]
Lecz gdym tak szalał w dzikim impecie
Rzucał wyzwanie
Czyjś głos przemówił do mnie: "Dziecię!"
I wyszeptałem: "Panie".
George Herbert
Joanna Urlik
Joanna Urlik
|